Grześ kichotek, czyli coś wisi w powietrzu.

Pewnego razu, gdy Ibisek bawił się z dziećmi na szkolnym boisku, zauważył, że jeden z chłopców o imieniu Grześ nie biega z nimi po pięknej, zielonej trawie. Siedział na ławce i obserwował swoich kolegów. Lisek znał chłopca, lecz nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego nie bawi się z innymi dziećmi jak pozostali.  W przerwie na odpoczynek postanowił podejść do niego, by mu potowarzyszyć i zachęcić do zabawy.

– Grzesiu, chodź pobiegać z nami. Będziemy świetnie się bawić – zaproponował lis.

– Ale ja nie mogę – odparł chłopiec.

– Dlaczego? Przecież zabawa w berka jest bardzo fajna – chciał wiedzieć lis.

– Gdy dużo biegam, szybko się męczę i dużo kicham. Później czuję się nieco gorzej i muszę przyjmować lekarstwo, a bardzo go nie lubię – wyjaśnił Grześ.

– To dziwne, bo ja tak nie mam Grzesiu. Co się stało, że ty tak masz? – dopytał lis.

– Mama mówi, że mam tak od zawsze, bo moje płucka szybko się męczą, a mój nosek nie lubi pyłków i próbuje się ich pozbyć poprzez kichanie. Jednak przychodzę tutaj obserwować kolegów marząc, że będą chcieli kiedyś pobawić się ze mną – kontynuował ze smutkiem malec.

– Grzesiu, to, że nie możesz biegać, nie oznacza, że nie możesz się bawić. Przecież twoi koledzy zapewne bardzo cię lubią – powiedział lis.

– Może i lubią, ale też trochę się śmieją, bo nie mogę być tak aktywny jak oni i spędzam z nimi przez to mało czasu – zauważył dzieciak.

– A ja mam pomysł! Kiedyś mówiłeś mi, że bardzo lubisz rzucać piłką do kosza, na punkty. Przy tym nikt się tak mocno nie męczy. Może nauczysz tego swoich kolegów i mnie? – zachęcał lis.

– Mogę Ibisku, ale czy oni będą chcieli? Sam nie wiem – wyszeptał niepewnie Grzegorz.

– Nie czekajmy, tylko zapytajmy!– zakrzyknął Ibisek.

Poszli do pozostałych chłopców. Grześ odważył się i zapytał kolegów, czy chcą porzucać z nim na punkty. W pierwszej chwili nie okazali chęci. Jednak Grześ wspomniał, że pokaże im, jakie zna techniki rzutu. Wszyscy zdecydowali się spróbować.  Zgodnie z obietnicą chłopiec pokazał, jak odpowiednio chwycić piłkę, ustawić ciało i z jaką siłą rzucić nią do kosza.

– UDAŁO SIĘ! My też chcemy! – krzyknęli pozostali.

Każdy z chłopców próbował wykorzystać wskazówki Grzesia, by doskonalić swoje rzuty. Okazało się, że to świetna zabawa, a liczenie punktów sprawiło, że wszyscy bardzo się starali. Od tej pory znajomi Grzesia zapraszali go do wspólnego spędzania czasu. Często rzucali piłką, ale również sami proponowali gry, które nie wymagały wielkiego wysiłku fizycznego.

Skip to content